Opinie o ozonoterapii

Magda O., lat. 21. - Pokonałam boreliozę

O tym, że mam boreliozę dowiedziałam się niemal po dwóch latach wizyt u różnych specjalistów. Jeden stwierdził, że mam urojenia i powiedział, żebym poszła do psychiatry, bo on nie widzi żadnych chorób. A ja czułam się coraz gorzej. Byłam nieustannie zmęczona i osłabiona. Bałam się, że nie zdam matury, bo zdarzały się dni, że nie byłam w stanie wstać z łóżka. Do tego dochodziły zawroty głowy, które uniemożliwiały normalne funkcjonowanie. Miałam problemy z zapamiętywaniem, nie mogłam się skupić na nauce, w końcu  wystąpiłam o indywidualne nauczanie. 

Do doktora Siwika trafiłam w listopadzie. Lekarz wytłumaczył mi, jak będzie przebiegać kuracja i ile czasu może trwać. Uprzedził, że przede mną długa droga. Na zabiegi przyjeżdżałam raz, dwa razy w tygodniu. Już po pierwszych zabiegach zauważyłam poprawę: zawroty głowy zaczęły ustępować, poprawiła się zdolność koncentracji i miałam więcej siły. Leczenie dodatkowo wspomagałam ziołami witaminą c podawaną dożylnie. Na zabiegi jeździłam do matury, którą zdałam bez problemu. Dzisiaj studiuję zagranicą i czuję się bardzo dobrze.

Ewa K. lat. 40. - Zauważam poprawę

Gdy jeszcze nie wiedziałam, że choruję na boreliozę, miałam uczucie permanentnego zimna. Nawet latem, gdy wszyscy narzekali na upały, ja trzęsłam się z zimna. W nocy musiałam spać w swetrach i pod kilkoma kocami. Robiłam różne badania, ale wyniki były w normie. Później doszła arytmia,  silne bóle stawów i sztywność nóg, zwłaszcza rano. Chodziłam od ortopedy poprzez reumatologa  i kardiologa i zaczęłam tracić nadzieję. Przypadkiem w internecie trafiłam na forum o boreliozie, gdzie przeczytałam, że u niektórych osób pierwszym objawem choroby było właśnie uczucie zimna. Szukałam różnych metod i tak trafiłam na ozonoterapię. Na zabiegi ozonoterapii chodzę przyjeżdżam raz w tygodniu. Na początku bardzo się bałam, ale teraz już spokojnie podchodzę do terapii. I przede wszystkim zauważam poprawę.

Edyta Z. - Na wirusa opryszczki ozon działa!

Od kilku lat dokuczała mi opryszczka. Co najmniej dwa – trzy razy w roku pojawiały się swędzące krostki, które zmieniały się w obrzydliwe, czerwone wykwity. Smarowałam, brałam różne leki, ale opryszczka powracała. Od znajomej, która miała taki sam problem dowiedziałam się o zastrzykach z ozonem. Nieufnie, ale wzięłam trzy zastrzyki. I od tamtego czasu opryszczka się nie pojawiła, a minęły już dwa lata. W tym roku zamierzam znów powtórzyć zabiegi, aby wzmocnić odporność.